PIŁKA NOŻNA. Piąta kolejka rozgrywek ligi okręgowej okazała się fatalna dla zespołów z Podhala, które w komplecie przegrały swoje spotkania. Najgorzej wygląda sytuacji Huraganu Waksmund, który po przegranej z Łososiem Łososina Dolna, wciąż ma zerowy dorobek punktowy. Atutu własnego boiska nie wykorzystał Orkan Raba Wyżna, który w dosyć kontrowersyjnych okolicznościach uległ Korzennej. Bez szans w wyjazdowym meczu z Limanovią Limanowa byli gracze Jarmuty Szczawnica.
Huragan Waksmund – Łosoś Łososina Dolna 1:3 (1:2)
Bramki: 1:0 M. Handzel 30, 1:1 Salamon 42, 1:2 Salamon 45, 1:3 Salamon 86.
Huragan: Rejczak – J. Mroszczak, B. Handzel, Cyrwus, M. Handzel – B. Mroszczak (60 M. Potoczak), A. Mozdyniewicz (72 K. Potoczak), Chorążak, Maciasz – Waksmundzki (46 Kolasa), W. Zagata (60 Siuty)
Łosoś: Gomulak – Słomka, Szkarłat, D. Nowak, Ł. Korok ŻK – R. Nowak (62 Zelek), Grabczyk, Michalak, M. Krok ŻK – Salamon, Orzeł (90 Jaśkowiec).
Sędziował: Jan Pavlovski ze Słowacji: Widzów: 150.
– Przegrywamy kolejny mecz, trzeba już niestety jakiś reagować zanim nie jest za późno. Stąd moja decyzja, że oddaje się do dyspozycji zarządu. Zawodzimy, a za wyniki odpowiada trener. Nie widzę problemów w przygotowaniu fizycznym czy taktyczny, bo pod tym względem wyglądamy naprawdę dobrze. Problem jest gdzieś w głowach. Wpadliśmy w dziwny stan i trzeba reakcji by coś zmienić – przyznał po spotkaniu mocno zmartwiony trener Huraganu, Marcin Zubek
W 30 min po kontrataku gospodarzy Zagata wycofał piłkę do M. Handzla, a ten z 11 metrów skierował ją do bramki. Goście jeszcze przed przerwą odrobili straty i to z nawiązką za sprawą Salamona. Za pierwszym razem w 42 min najszybciej odnalazł się w zamieszaniu jakie powstało w polu karnym gospodarzy, a za drugim w 45 min po dalekim podaniu z głębi pola, wygrał starcie sam na sam z Rejczakiem.W miedzy czasie dwie świetne okazje zmarnowali gospodarze. Najpierw Zagata, a nastepnie B. Mroszczak fatalnie zachowali się tuż przed bramką przeciwnika.
W 61 min wyrównać powinien z kolei Siuty, ale i on nie trafił do pustej już bramki. W odpowiedzi w 67 min w sytuacji jeden na jeden z Rejczakiem znalazł się Zelek. Górą w tym pojedynku był bramkarz Huraganu. Losy meczu rozstrzygnęły się w 86 min. Szybki kontratak gości sfinalizował bardzo skuteczny w tym dniu Salamon. Jeszcze w samej końcówce kolejną dogodną okazję zmarnował Siuty.
– W początkowej fazie nie mogliśmy znaleźć sposobu rywali, ale z każdą minuta wyglądaliśmy lepiej. Kiedy strzeliliśmy pierwsi bramkę wszystko wskazywało na to ze zmierzamy w dobrym kierunku. Niestety nie wykorzystaliśmy dwóch sytuacji by podwyższyć wynik, co momentalnie się zemściło. Po przerwie próbowaliśmy nawiązać walkę i gdzieś w tym wszystkim stworzyliśmy sobie trzy dogodne sytuacje, ale nie zmieniliśmy ich na bramki. Nie zmienia to faktu ze nasza gra była dosyć chaotyczna. W końcówce straciliśmy bramkę całkowicie się otwierając – ocenił Zubek.
Orkan Raba Wyżna – ULKS Korzenna 1:2 (1:1)
Bramki: 1:0 Filipek 3, 1:1 Szczerba 28, 1:2 Dobosz 60.
Orkan: M. Szklarz (70 K. Szklarz) – Możdżeń, Skwarek, Kadzik (66 Rapacz), Lenart – Teper ŻK, Skawski, Kasiniak, Pluta – Filipek, Gromczak.
Korzenna: Sejud – Mokrzycki, Szczerba, Kantor, Olchawski – Grębocki, Wójcik (68 A. Wielgus), D. Wielgus (46 Baczyński), P. Szczerba – Dobosz ŻK (90 Krasiński), Olszewski.
Sędziował: Jan Kurek z Limanowej.
Świetnie mecz się rozpoczął dla Orkana, który już w 3 min objął prowadzenie. Kasiniak zagrał na bok do Pluty, ten minął kilku rywali dograł w pole karne, gdzie na piątym metrze Filipek tylko dołożył nogę i piłka znalazła się w bramce. Gospodarze poszli za ciosem i stwarzali kolejne okazje. Na bramkę gości uderzali Kasiniak, Pluta i Filipek, ale za każdym razem udanie interweniował Sejud. Za to w 28 min uderzeniem z 16 metrów nie do obrony popisał się Szczerba i zrobiło się 1:1. Ten wynik utrzymał się do 60 min. Wtedy goście zdobyli drugiego gola, który wywołał spore kontrowersje. Po zagraniu piłki w pole karne gospodarzy, złapał ją bramkarz Marcin Szklarz, ale w tym samym momencie został potrącony przez jednego z zawodników, w skutek czego futbolówka wypadła mu z rąk, dopadł do niej Dobosz
i skierował ją do bramki.
Po tej sytuacji impet gospodarzy nieco opadł. Niemniej w samej końcówce do remisu mógł doprowadzić Gromczak, ale piłka po jego uderzeniu minimalnie minęła bramkę.
– Pierwsza połowa dobra w naszym wykonaniu. Szkoda, że wykorzystaliśmy tylko jedną z licznych okazji jakie sobie stworzyliśmy. W drugiej do momentu utraty bramki też poczynaliśmy sobie całkiem nieźle. Co do tej sytuacji z 60 min nie chcę się wypowiadać. Taka a nie inna była decyzja arbitra i już jej nie zmienimy. Po stracie bramki wdaliśmy się w kopaninę i trudno było już coś wykreować – ocenił grający trener Orkana, Robert Możdżeń.
Limanovia Limanowa – Jarmuta Szczawnica 4:0 (2:0)
Jarmuta: Bobak – ł. Wiercioch, Ojrzanowski, Malk, Diop (85 Labidi) – J. Pietrzak, M. Pietrzak, Hrydziuszko, Jasiurkowski (70 D. Ciesielka) – Pawełczak, Borucki (60 Urban).
– Generalnie jak najszybciej po tym meczu trzeba przejść do porządku dziennego. Nie mieliśmy żadnych argumentów aby przeciwstawić się gospodarzom. Gole tracone na początku pierwszej i drugiej połowie, podcinały nam skutecznie skrzydła – przyznał trener Jarmuty Jerzy Grabara.