Larum dla targowicy?

NOWY TARG. Wakacyjny ruch na to nie wskazuje, w czwartki w soboty parkingi przy targowicy są pełne, ale z jej obrzeży już od kilku miesięcy docierają sygnały o zamieraniu handlu. Właściciele działek wynajmowanych pod stragany lub sprzedaż „z ręki” zbierali podpisy i wysyłali już w tej sprawie petycję do burmistrza.

W ostrym tonie zabrali oni głos publicznie w czerwcu, na spotkaniu z władzami miasta, zaniepokojeni, że wiele osób dotychczas handlujących na ich działkach odchodzi od tej działalności z powodu wysokości opłat. Twierdzili wtedy, że wciąż nie dostali od burmistrza odpowiedzi na wystąpienie złożone jeszcze w kwietniu.
Właściciele gruntów na obrzeżach targowicy jako krzywdzącą dla siebie, zwłaszcza w warunkach kryzysu, odbierają proporcję podziału zysku z inkasa opłaty targowej: 75 procent dla miasta, a 25 procent dla inkasenta na gruntach miejskich (zarazem sprzątającego teren).

W przeciwieństwie do dobrze zorganizowanych placów np. pod Gubałówką czy w Jabłonce, specyfiką nowotarskiej targowicy jest rozlewanie się na obrzeża. Ponieważ klientela targowicy to głównie zmotoryzowani (autokarowo lub indywidualnie) bracia Słowacy, stoiska szybko zaczęły podchodzić ku „parkowisku”. Tak jest już wzdłuż dość długiego odcinka ul. Sikorskiego. A grunty tam głównie prywatne, częściowo także miejskie. Inkasenci obsługujący miejskie działki są też przeważnie właścicielami innych kawałków wynajmowanych pod handel.

Niektórzy handlujący stoją na terenie miejskim, gdzie opłata targowa wzrosła w tym roku o 50 procent – pisali właściciele gruntów z „otoczki” targowicy do burmistrza jeszcze w kwietniu. Wiele z tych osób nie podpisało umów i zrezygnowało z miejsca, dalsza część zrezygnowała teraz, po podpisaniu umowy, a jest jeszcze grupa osób, która zastanawia się nad rezygnacją, bo nie mogą podołać tak dużym opłatom targowym.

Inkasenci, zarazem właściciele gruntów, często również osobiście handlujący, na pewno są pierwszymi, którzy zauważają skutki podwyżek i obserwują reakcje innych sprzedawców wszelkich dóbr.

Myślą też o własnej sytuacji, a wygląda ona tak, że – chcąc pobierać inkaso – musieli zarejestrować działalność gospodarczą i ponoszą przepisowe opłaty.


Wielu z nas, naszych dzieci i wnuków, nie mając innej możliwości pracy, sprzedaje na jarmarku i z tego utrzymuje całą rodzinę, chcąc zarobić tylko na opłaty i życie – uświadamiają gospodarzom miasta podpisani pod wystawieniem. Po upadku „kombinatu” wielu znalazło pracę na jarmarku, po upadku kuśnierstwa również. Teraz jest ciężko, a trzeba przecież opłacić świadczenia obowiązkowe (US, ZUS), a także opłatę targową. Ludzie pracują „na świeżym powietrzu” (słońce, mróz, deszcz, śnieg). Zarobki są minimalne, często w zimie nie stać ich na życie i muszą się zapożyczać. Osoby, które pracują na jarmarku, bo nie mają innej pracy – są w większości mieszkańcami Nowego Targu, Podhala i okolic.

Pismo rzeczywiście, oprócz nowotarżan, sygnowali mieszkańcy Zaskala, Dębna, Ludźmierza, Huby, Wróblówki, Maruszyny, Skawy. Porównują oni przy tym stawki nowotarskie ze stawkami obowiązującymi np. w Jabłonce i doszli do wniosku, że tam lepiej traktuje się handlujących; komfort i warunki sanitarne na targowicy też są nieporównanie lepsze. Inicjatorzy wystąpienia wyliczyli, że z 25 procent ich części inkasa zostaje im „na rękę” 18 procent i z tego muszą pokrywać wszystkie opłaty tudzież koszty sprzątania i wywozu śmieci. A gdyby nie sprzątnęli na czas, to – zgodnie z treścią umów – czekają ich jeszcze kary przewidziane w Kodeksie Wykroczeń…

Poza materią ekonomiczną poruszony więc został problem socjalny, nierozerwalnie związany z handlem pod chmurką jako niemal sztandarową funkcją miasta.

Od strony miasta sprawa wygląda natomiast tak, że targowica powinna budżetowi – również uszczuplanemu przez kryzys – przynosić dochód. I przynosi – w wysokości ok. 1 miliona zł rocznie, co równa się np. kosztom utrzymania hali lodowej. A sensu inwestowania w poprawę warunków na targowicy miasto nie widzi, jeśli i tak czeka ją przeniesienie.

Podpisani pod wystąpieniem odpowiedź od burmistrza rzeczywiście dostali, ale z datą dopiero 30 maja. Wychodzi na to, że gospodarz miasta sam prosi właścicieli o wyrozumiałość, bo korzyści miasta z targowicy też są teraz niższe…


Wysokość opłaty targowej pobieranej na terenie Nowego Targu nie była zmieniana od 2006 r. i jest na tym samym poziomie już od 6 lat – czytamy w odpowiedzi. Oznacza to, że realnie nastąpił spadek wartości pobieranej przez Gminę Miasto opłaty targowej, gdyż inflacja w latach 2006 – 2011 wyniosła 18,1 procenta. Dodam ponadto, że mimo stale rosnącej inflacji nie przewiduje się podniesienia stawek opłaty targowej.(…) Czynsze z tytułu dzierżawy stoisk handlowych na terenach będących własnością Gminy zostały w roku bieżącym faktycznie podwyższone, wynika to z „urynkowienia” stawek czynszu. Decyzja o podwyższeniu czynszów wynikała z rozeznania rynku, z naszych informacji wynika, że jest ona zblizona do czynszów pobieranych od osób handlujących na terenach stanowiących własność prywatną  i w obecnej chwili nie widzimy konieczności jej obniżenia. (…) Jeśli chodzi o wniosek odnośnie zwiększenia wynagrodzenia dla inkasentów dokonujących poboru opłaty targowej w imieniu Gminy Miasto Nowy Targ, informuję, że nie jest to możliwe w obecnej sytuacji finansowej budżetu miasta.

Dodajmy, że – zgodnie z uchwałą Rady Miasta – inkasenci działający na gruntach miejskich zostawiają sobie 25 procent inkasa, a właściciele prywatnych działek – 35 procent.

– Żeby nam chociaż miasto ulżyło, pokrywając koszty wywozu śmieci, bo za jeden kontener płacimy 18 zł… – dopraszają się inkasenci i sprzątający jednocześnie.

Od nowego roku jednak zupełnie zmienią się zasady odbioru śmieci – opłata za wywóz stanie się podatkiem lokalnym.

– Nad zasadami ustalania tych opłat radni usiądą jesienią – przewiduje wiceburmistrz Jan Kolasa. – Ale na pewno nie będzie to dotyczyć działalności gospodarczej, jaką jest zbieranie inkasa. Inkasenci burzą się, bo wzmożone kontrole wykazały, że opłatę targową pobierali za niską. Tymczasem czym innym jest opłata targowa, a czym innym opłata za miejsce do handlowania. Teoretycznie wszyscy o tym wiedzieli, a w praktyce – jakby nie…

Inkasentom wciąż jednak trudno się pogodzić z warunkami finansowymi. Szukają jeszcze pomocy prawnej.
– Ustawa zostawia dość szerokie widełki dla kształtowania wysokości opłat targowych – mówi prawnik po rozeznaniu sprawy. – Na pewno jest możliwa jakaś lokalna polityka bardziej sprzyjająca prowadzącym działalność handlową.

To jednak zależy już od Rady. Ale póki co – przed nami wrzesień i październik, czyli dwa najbardziej „handlowe” miesiące. Na pewno pokażą one moc – lub słabość – targowego żywiołu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *