NOWY TARG. Pod kilkoma brezentami namiotów i pod chmurką bawiła się wczoraj publiczność na koncercie muzyki country. Przyjechał do miasta, by poprowadzić imprezę przy torze treningowym Auto Moto Klubu „Gorce”, sam Korneliusz Pacuda. Miłośników swojskich rytmów i relaksowych klimatów, jak się okazuje, jest wielu.
Muzyczna impreza towarzyszyła zawodom Mistrzostw Polski i Pucharu MACEC „TRIAL” Federacji Motocyklowych Państw Europy Wschodniej. Trialowcy i ich kibice efektownym korowodem przejechali w sobotę po południu przez miasto. A potem był już muzyczny popas – w plenerze nad Dunajcem, gdzie przestrzeni jest dość. Wytworzyła się tam od razu atmosfera przyjacielskiego spotkania. Na co dzień jesteśmy tacy zwykli, ale jeśli ktoś założy kowbojskie buty, kurtkę, ranczerską bluzę, kapelusz z szerokim rondem – od razu jakby wstąpił w niego inny duch… Tak „klimatycznie” było w sobotę nad Dunajcem.
Motory ozdobione biało-czerwonymi flagami, wyciętymi fantazyjnie – na podobieństwo husarskich skrzydeł – stanęły w grzecznym rządku. Najmłodsi, kilkuletni trialowcy, uganiali po trawistym terenie na małych motorkach z akumulatorowym napędem. Jeszcze młodsi – na rowerkach. Tych adeptów najbardziej kusiły potężne głazy treningowe, dające przedsmak górskich tras.
Nim scenę wzięły we władanie zespoły, witał wszystkich pan Korneliusz – radiowa ikona rdzennie amerykańskiej, ale i polskiej muzyki country. Niestrudzony propagator swojskich melodii, dziennikarz, gawędziarz, honorowy obywatel Tennessee i Mrągowa, w którym organizuje doroczny Piknik Country, w Nowym Targu bywał wcześniej już nieraz. Dobrze pamięta smak oscypków i tradycyjnych specjałów na Jarmarku Podhalańskim i na Festiwalu Smaku. A teraz twórca i dyrektor artystyczny festiwalu w Mrągowie cieszy się swoim powrotem na antenę radiową.
Witali uczestników pikniku także burmistrz Marek Fryźlewicz (patronujący imprezie) i gospodarz zawodów, również pikniku country – prezes AMK „Gorce”, Mieczysław Batkiewicz (sam w kowbojskim ubraniu).
Jak wielu miłośników ma w Nowym Targu i okolicy muzyka rodem z południa Ameryki, można było poznać po frekwencji na polowym koncercie. Od północy i od zachodu co prawda nadciągały źle wróżące chmury, ale wiatr i atmosfera nad Dunajcem zażegnały „zlewę”. Zresztą za parasol zawsze mogły służyć brezentowe płachty namiotów.
Na piknik country ściągnęło także wielu mieszkańców pobliskich miejscowości. Wśród tych, którzy przybyli na trialową imprezę, jedni rozpalali grilla, drudzy cieszyli się spotkaniem ze znajomymi, innych porywały taneczne rytmy. Z boku sceny zaraz wytworzył się trawiasty „parkiet”. Do tańczących dołączały rozochocone dzieciaki. Na piechotę, brzegiem Dunajca lub drogą równoległą do „zakopianki”, przychodzili nowotarżanie ciekawi gwiazd koncertu zabaw trialowców i ich maszyn. Jeden zapalony motocyklista, bywalec zjazdów goldwingów, mógł się pochwalić kurtką z plakietkami wszystkich takich imprez.
– Jest swojsko, spokojnie, bezpiecznie, spotykamy dawno nie widzianych przyjaciół – mówiła jedna z najwytrwalszych tancerek.
A pan Korneliusz musiał się radować, widząc, jak wielu ludziom sprawia przyjemność muzyka zwana z przekąsem „amerykańskim disco polo”, a tak naprawdę – zwłaszcza w swoim balladowym nurcie – opowiadająca pięknie o życiu i jego trudach, o miłości, tęsknotach, powrotach, rozłąkach.
– Górale lubią country – i w kraju i za Wielką Wodą – powiedział nam mistrz w czarnym kapeluszu i koszuli ze skórzanymi aplikacjami. – Może dlatego, że wielu wywodzi się z wiosek, że odnajdują w tej ogólnoświatowej już muzyce jakieś echa swojej doli.
Przed publicznością wystąpiły: Honky Tonk Brothers, Paweł Bączkowski z zespołem, Mariusz Kalaga z zespołem, Syiuhaje.