Wyciek gazu – wciąż nie zlokalizowany. Do tragedii nie doszło dzięki czujce (z galerią)

gazwak1NOWY TARG. Niespełna godzinę temu pogotowie gazowe odcięło dopływ gazu na obszar Starego Miasta, do ok. 600 przyłączy. Pracownicy pogotowia gazowego i Karpackich Zakładów Gazowniczych wciąż pracują nad zlokalizowaniem wycieku gazu w ul. Waksmundzkiej, na wysokości ul. Św. Doroty.

gazwak2W tej chwili gazwak3do zabezpieczania gazwak4miejsca zdarzenia został jeden samochód straży pożarnej. Ale wcześniej sytuacja była bardzo groźna: stężenie gazu w budynkach przekraczało granicę wybuchowości.

Sygnał o wycieku gazu i niebezpiecznym jego stężeniu w ul. Waksmundzkiej (czyli sytuacji podobnej jak przed pamiętną tragedią w 2008 r., kiedy wybuch zrujnował kilka domów i zabił dwie kobiety) do straży pożarnej dotarł o godz. 15.39. Na miejsce zadysponowano 3 zastępy PSP i 1 zastęp OSP z Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego – w sumie 18 strażaków. Przyjechały wozy pogotowia energetycznego, gazowego, 4 radiowozy policji, koparka.

W pierwszej fazie ratowniczych działań musieli opuścić swoje domy mieszkańcy 24 budynków.
Czynności służb koordynował sztab antykryzysowy na czele z burmistrzem Grzegorzem Watychą i zastępcą komendanta powiatowego PSP, kpt. Piotrem Domalewskim.

W trakcie akcji liczba budynków, w których przebywanie byłoby niebezpieczne, malała do 10, następnie do 2. Do domów mogli wrócić mieszkający poniżej piekarni Trzcińskich.

Jeszcze podczas trwającej równocześnie sesji Rady Miasta burmistrz organizował ciepłe okrycia i lokum dla osób, które nie będą mogły nocować pod własnym dachem. W efekcie piątka mieszkańców ul. Waksmundzkiej znalazła tymczasowe schronienie w Hali „Gorce”.

Domy przy ul. Waksmundzkiej są teraz odcięte nie tylko od gazu, ale i od prądu. Taka sytuacja może się utrzymywać przez całą noc. Służby gazownicze nadal kopią, próbując znaleźć wyciek.

Lżejszy od powietrza gaz wydobywa się z rozszczelnień i migruje po wszystkich zakamarkach, wypełniając kolejne komory, na które trafi i mieszając się z powietrzem. Tak było w 2008 r., kiedy mieszkańcy Waksmundzkiej alarmowali, że czują gaz w przyziemiach. Tym razem jednak nie doszło do tragedii, gdyż jeden z nich miał już zainstalowaną czujkę gazu, połączoną z firmą ochroniarską. Tym sposobem sygnał o zagrożeniu dotarł do straży pożarnej.

Przed mieszkańcami Waksmundzkiej jednak jeszcze cała niespokojna noc bez prądu i gazu. Niektórzy rozpalają piece węglowe, inni będą nocować u krewnych i znajomych.

Gdy wyciek zostanie już zlokalizowany i zagrożenie minie – zapewne przyjdzie czas na refleksję o stanie sieci gazowej w rejonie Starego Miasta. Bo tym razem bowiem nie uszkodziła jej koparka Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, a znowu doszło do poważnego rozszczelnienia.

Wyciek

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *