Homo creativus, czyli pomysł przyciągnął, ale…

NOWY TARG. W sobotni wieczór na Samorody, czyli złącza Dunajców ściągnęło z pewnością kilkaset osób. Większość już wcześniej zajęła sobie miejsca na zbitej z desek widowni. Potężny ekran ustawiony na kamienistej płyciźnie, reflektory i kamery na wysięgnikach były obiecującą zapowiedzią eksperymentalnego widowiska.

Ludzie przybyli piechotą, na rowerach, grupkami znajomych. Wielu przyszło rodzinnie i zabrało dzieci, spodziewając się pewnie efektów światło-dźwięk. Jedni szli bulwarami od strony mostu w ul. Kościuszki, inni – nie wiedząc, na którym brzegu będzie się rozgrywać akcja – woleli najpierw zbadać teren rzutem oka z mostu w ul. Waksmundzkiej. Wśród widzów byli też przybysze z pobliskich miejscowości.

Scenariusz tego, co się miało rozgrywać przy złączach był bardzo dobrze rozpropagowany, ale dość tajemniczy. Bo odbywały się już w mieście monumentalne widowiska – jak to na 650-lecie w reżyserii Jerzego Zonia – były happeningi i instalacje przed Galerią „Jatki”, ale projekcji na wodzie jeszcze nie było… Ludzka ciekawość została pobudzona i zadziałała w różnych przedziałach wieku. Wielu też przyciągnęła zapowiedź obecności prof. Pawła Valde-Nowaka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, odkrywcy Jaskini Obłazowej w rezerwacie Przełom Białki.

Czerwony poblask zachodu spod warstwy szarych chmur – mocny jak powiew prehistorii – mógł być świetnym anturażem dla akcji na Samorodach, ale realizatorzy najwyraźniej czekali na zmrok. Trochę już zniecierpliwionych widzów zabawiały tymczasem latające w powietrzu, zdalnie sterowane kamerki z kolorowymi światełkami. Akcja zaczęła się pół godziny po czasie podanym w programie. Archeolog-odkrywca jednak nie przyjechał.

Jego obecność zastąpiła dyskusja Marcina Ozorowskiego z Beatą Zalot, redaktor naczelną „Tygodnika Podhalańskiego”, która kilkakrotnie rozmawiała z prof. Valde-Nowakiem i dotykała znalezisk z jaskini. Mowa była o ważkości tych odkryć, ich historycznym i symbolicznym znaczeniu; o magicznym wymiarze egzystencji naszych przodków z paleolitu; o analogiach z odkryciami w zupełnie innych obszarach świata. Marcin Ozorowski przywoływał malunki naskalne w akwitańskiej jaskini Lascaux i słynną prehistoryczną Wenus z Willendorfu.


Dyskusja toczyła się na zbudowanym specjalnie dla potrzeb widowiska drewnianym pomoście, który wchodził w nurt Dunajca. Od rzeki ciągnęło już wtedy wilgotnym chłodem, kawki zaczęły właśnie odprawiać swój głośny wieczorny wiec i nalot na przybrzeżne topole. Dzieci zabawiały się rzucaniem otoczaków do rzeki, więc co rusz rozlegał się plusk. Nagłośnienie nie było w stanie pokonać szumu wody i tych odgłosów.
Nie słysząc wszystkiego, o czym się mówi na pomoście, część widzów – w większości stojących z tyłu – zajęła się (też szmerliwą) rozmową w podgrupach. W ruch poszły paczki papierosów i przyniesione „browarki”. Dzieci, wyczuwając klimat akcji, miały natomiast oczekiwania bardzo skonkretyzowane: „ – A będą dinozaury?.. – No to chociaż mamut…”.

Wojciech Jachymiak – podhalański reżyser, pomysłodawca i twórca tego widowiska, jakby świadom sytuacji na brzegu, przedstawiał swój projekt i twórcze zamierzenia już krócej, skupiając się na symbolicznych wymiarach (m.in. wody, skały, narzędzia) i kreatywnej zdolności człowieka. – Najważniejsze jest to, co niewidoczne – rzekł, wspominając na odwieczne ludzkie dążenie do poznania, nadawania sensu i kierunku swojemu bytowi.

Jego filmowy obraz pokazywany na śródrzecznym ekranie był artystyczną impresją na temat jaskini Obłazowej, miejsca wsławionego znaleziskami takimi jak: bumerang z ciosu mamuta (datowany na ok. 30 000 lat p.n.e.), narzędzia z krzemienia, nóż z radiolarytu, zdobione kliny rogowe, a także amulety, paciorek z kości i dwa ludzkie paliczki odcinane w celach rytualnych i ochrę (czerwony pigment). W osadach na dnie Obłazowej znaleziono także szczątki hieny jaskiniowej, nosorożca włochatego, lwa jaskiniowego i renifera.
Bohater filmowej impresji Wojciecha Jachymiaka to zapewne neandertalczyk (z wyjątkowo jednak jak na prapraprzodka zadbanymi paznokciami…), który z jaskini wychodzi ku światłu, tworzy narzędzia, zmaga się ze skalną ścianą, próbuje zakląć moce natury. Projekcji towarzyszyła dyskretna eksperymentalna muzyka (gitara, skrzypce), rozchodząca się z kolejnego pomostu, jeszcze dalej wchodzącego w nurt. Druga produkcja Wojciecha Jachymiaka, przedstawiana podczas projekcji na wodzie, to godzinny, dokumentalny „Therion” – apokaliptyczna wizja skomponowana ze zdjęć wykonanych w różnych zakątkach świata.


Jak się rzekło, cała akcja przy złączach wymagała dużego zaangażowania sił i środków technicznych. Pomagało przy tym eksperymencie wiele osób otwartych na nowe, twórcze działania. Ekran na stelażu osadzono w nurcie dzięki dwom betonowym blokom przywiezionym z wyciągu narciarskiego na Zadziale. Spora ilość drewna poszła na budowę widowni z zadaszonymi stanowiskami dla projektorów, na pomosty i przejścia. Wyrośnięte już chaszcze i trawa w miejscu akcji zostały wykoszone (szkoda, że tylko tutaj, a nie wzdłuż całego brzegu, gdzie miejscami pojawia się już barszcz Sosnowskiego…). Aż żal, że jest to scenografia użyta tylko raz.

Czy efekt, wizualna i dźwiękowa atrakcyjność akcji były współmierne do tego nakładu sił i środków – odpowie sobie każdy widz.

Po tym eksperymencie wiadomo już jednak, że plener, w którym natura dodaje swoje odgłosy, a publiczność – swoje, raczej nie jest miejscem najodpowiedniejszym do prowadzenia intelektualnej dyskusji. Być może taki punkt programu – np. z multimedialnym pokazem znalezisk z Obłazowej – dałoby się ulokować np. w pobliskiej sali gimnastycznej I LO, która na pewno zmieści kilkaset osób. A potem publiczność mogłaby przewędrować na złącza i oglądać projekcje na wodzie.

Samorody to wszakże miejsce inspirujące, jakby magiczne. I dobrze, że zaczęło się tam coś dziać. Trochę z tyłu przyglądał się filmowo-muzycznej akcji Marcin Kudasik, kierownik „Śwarnych”, który razem ze swoim pełnym fantazji zespołem nieraz dokazywał cudów na różnych scenach i w różnych przestrzeniach. Może już snuł się mu w głowie i pod powieką spektakl z dziwożonami, płanetnikiem i przodkami naszymi – z przeszłości nieco bliższej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *