NOWY TARG. Od początku lipca w całej Polsce zdarzyło się ponad 100 utonięć. Ale liczba tragedii nie wszystkim przemawia do wyobraźni – zwłaszcza, gdy doskwiera upał, a woda kusi.
Jeden powód, dla którego nad brzegami obu Dunajców w obszarze Nowego Targu stoją tablice z zakazem kąpieli, to stan bakteriologiczny wody. Jedyne na terenie powiatu miejsce, które zgłosiło się w Sanepidzie jako tzw. kąpielisko urządzone i poddało się badaniom wody tudzież kontrolom, to Niezica Zamajerz (pod zamkiem). Badania wody w innych miejscach Sanepid nie miał obowiązku przeprowadzać, jeśli nie zgłosiły ich samorządy. Bo pojęcie takie jak „miejsce zwyczajowo wykorzystywane do kąpieli” już przepisach nie istnieje. Kto natomiast zgłasza kąpielisko – musi spełnić wiele rygorystycznych wymogów i zapewnić bezpieczeństwo. A takiej odpowiedzialności wziąć na siebie nie chce raczej nikt, kto nie czerpie z tego zysku.
Druga przyczyna zakazu kąpieli – jeszcze ważniejsza – to zagrożenie utonięciem. Opady w tym roku mamy częste i niekiedy ulewne, stan górskich potoków i rzek gwałtownie się wtedy podnosi, miejscami koryto się zmienia, powstają wiry i uskoki w dnie. W basenach pod progami tworzą się tzw. bębny wodne. A nurt miejscami jest silny, potrafi zwalić z nóg. W największym niebezpieczeństwie są dzieci, które w skwarne dni trudno powstrzymać przed wejściem do wody. Widok dzieciaków pluszczących się w niedozwolonych miejscach na obu Dunajcach to nie rzadkość. Ale właściwie nikt nie reaguje…
– Interweniujemy, ilekroć otrzymamy zgłoszenie, interweniuje też patrol, jeśli tylko zauważy taką sytuację – mówi komendant Straży Miejskiej, płk. Krzysztof Cypara. – Ze względu na mnóstwo innych zajęć nie jesteśmy jednak w stanie ciągle patrolować brzegów. A zgłoszenie o kąpieli w niedozwolonym miejscu mieliśmy od początku lipca tylko jedno. Dorośli widzą to, ale nie reagują – nie wiem, czy to mentalność, czy znieczulica…
Inna sprawa, że do dyscyplinowania pluskającej się młodzieży Straż Miejska nie ma innych narzędzi niż upomnienie…